Dlaczego studia są bez sensu?

Dlaczego studia są bez sensu?

Bo są przereklamowane!
Bo są stratą czasu!
Bo są lepsze rzeczy!

fin.

W taki banalny sposób mógłbym zakończyć tę notkę i byłoby to zgodne z prawdą a zarazem olbrzymim skrótem tego co na ten temat myślę. Natomiast żeby nie być cieniasem, żeby obronić tezę a zainteresowanym pokazać o co mi chodzi – rozwijam temat.

blank

Bo są przereklamowane.

W czasach naszych rodziców i dziadków było inaczej – to już każdy wie. Niestety tak się składa że to prawda. Wykonywana przez ludzi z tamtego okresu praca była w dużej mierze fizyczna a jej wynikiem, skutkiem było „coś” co można było dotknąć, jasno zobaczyć efekt. Powodzenia życzę komuś kto będzie próbował dziadkom wytłumaczyć kim jest analityk biznesowy, kierownik projektu albo osoba której pracą jest zarządzanie Stronami Firmowymi na Facebooku ;)
Wróćmy jednak do studiów. Skoro był to przywilej dla nielicznych to sprawą naturalną było iż po skończeniu szkoły podstawowej blisko 90% ludzi szło do szkół zawodowych i do techników aby wyuczyć się ZAWODU który chcieliby w późniejszym (dorosłym) życiu wykonywać. W latach ’70 odsetek osób z wyższym wykształceniem wynosił ok 5%. A Ci którzy kończyli studia byli wybitnymi dobrze wyedukowanymi jednostkami na rynku.

Nadeszły „dobre czasy”. Trochę zmienił się ustrój, dostęp do edukacji znacznie wzrósł. Ktoś stwierdził że praca fizyczna sama w sobie jest czymś gorszym. Profile zawodowe zaczęły znikać a do techników i szkół zawodowych trafiali ci którzy nie dostali się do wymarzonych Liceów Ogólnokształcących. Wkrótce potem (dane z Warszawy) zniknęło 95% szkolących w jakimkolwiek zawodzie szkół ponadpodstawowych. A co na studiach? Zaczęły być oblegane wszelkie możliwe kierunki. Kładziona do głów niczym mantra opowieść „że jak nie skończysz studiów to pójdziesz do zawodówki i będziesz rowy kopał” zakorzeniła się w umysłach młodych ludzi.

Spójrzmy dalej. Samo prowadzenie uczelni wyższej zaczęło być opłacalnym biznesem. Opłaty rekrutacyjne, wpisowe, czesne, poprawki, egzaminy warunkowe = $. Polska rzeczywistość uczelniana zaczęła się nieco zmieniać a skutki zwiastowanego wyżu demograficznego zaczęły być mocno odczuwalne. Liczba chętnych na coraz to większą liczbę kierunków stale wzrastała. „Stare szkoły” (UW, UJ, UKSW, PW etc) pootwierały mnóstwo kierunków a żeby przyjąć nadwyżki chętnych powstało mnóstwo prywatnych uczelni. Szkoły policealne, szkółki, pseudo-edukacyjne potworki krzyczały na każdym kroku z oplakatowanych przystanków, zza wycieraczek samochodów i z gazet iż za nieduże pieniądze otrzymasz mistyczne „wyższe wykształcenie” Ludzie szli i kończyli (bądź nie) rozmaite kierunki często tkwiąc jakoby w przeświadczeniu swoich rodziców iż studia = szał, praca, bogactwo, wow…

Skutki?
- Pff.. bzdura jakie skutki. Skoro szkoła przynosi zysk to znaczy że jest dobrze, jeśli szkoła upada to znaczy że była kiepska. Ot cała filozofia…

No niezupełnie. Obecnie mamy ok 20% ludzi posiadających wyższe wykształcenie, czyli papierek. Niestety nikt nie sili się aby na tychże wspaniałych studiach opowiadać co można po danym kierunku robić na rynku pracy. Albo w jakie zawody możecie się próbować „wstrzelić” jeśli zrobicie postępy, nauczycie się tego i tego i skończycie taki kurs. Był bardzo duży nacisk żeby iść na studia, nie żeby mieć pomysł co będzie się robić w życiu. Obecnie wyższe wykształcenie nie jest żadnym wyznacznikiem. Skoro praktycznie każdy je posiada i wpisuje do CV to co to za korzyść ?
Są prze-re-kla-mo-wa-ne. Zamiast tracić 3-5 lat na uczeniu się wszystkiego po trochu włącznie z przedmiotami, które tylko zapychają program aby osiągnąć minimum godzinowe lepiej skupić się na konkretach i opanować przydatne umiejętności potrzebne w danej profesji!

blank

Bo są stratą czasu.

Po 5 latach człowiek jest wypuszczany na rynek pracy z papierkiem. I koniec.
Posłużę się przykładem szkół i kierunków informatycznych i ich ‚szalenie ważnym’ wpływem na późniejszą pracę gdyż w kilku takich szkołach byłem (żadnej nie kończąc) a od blisko 10 lat pracuję w zawodzie. Pierwsze moje stwierdzenie w momencie gdy zacząłem zastanawiać się nad zatrudnieniem kogoś do pomocy w było:

W życiu nie zatrudniłbym studenta do wykonania czegokolwiek poważnego dla mnie (lub mojego klienta)

Poznawszy program takich studiów doszedłem do wniosku, że osoba która go pisała nigdy nie miała zamiaru przygotować kogoś do pracy (albo pojęcie o zawodzie ma z perspektywy osiemdziesięciolatka) W Pracy informatyka liczy się to co potrafisz zrobić, jak będziesz się komunikował z innymi (ludźmi, zespołami), jak poszukasz rozwiązania problemu- jako opcja potwierdzone certyfikatami. W jednej tylko szkole pamiętam możliwość uzyskania certyfikatu CISCO (podstawowego) – nic poza tym.

Powtarzam jak mantrę studia w obecnej formie to w 95% od trzech do pięciu lat straty przede wszystkim czasu. Cały obowiązkowy program nauczania jest do bani. Młody człowiek który kończy studia umie odrobinę programować trochę zna budowę komputera, pamięta jak przeliczać między systemami liczbowymi, trochę się zna na sieciach i pamięta kilka komend serwerowych… wszystko ‚trochę’ i ani jednego „dobrze”. Który pracodawca podejmie koszt i ryzyko wyszkolenia w do danego stanowiska takiej osoby?
W ciągu 5 minut znajdę pracę dla 15 programistów JAVA, .net, C# problem w tym że muszą umieć programować, a nie kojarzyć kilka komend ze studiów. Przy odpowiednio sprofilowanym kierunku i dobrze napisanym programie mogliby przez 2 lata na studiach tylko i wyłącznie programować (bez bzdurnych matematycznych analiz, filozofii, sieci, grafiki) wówczas kończąc uczelnię mogliby poszczycić się posiadaniem 2 lat doświadczenia, certyfikatem od Oracle i 3 własnymi programami (trudne? niemożliwe?) Takie podejście z powodzeniem można zastosować tez do innych specjalizacji – ale najwyraźniej trudne to jest….

blank

Bo są lepsze rzeczy.

Jasne, zawsze można siedzieć w domu i grać na kompie przez 5 lat a potem czekać na oferty pracy…. cóż. Zważywszy na to że można zostać całkiem niezłym graczem zawodowym i zarabiać po kilka tys miesięcznie na tym co się lubi robić to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż skończyć „informatykę” i liczyć na zatrudnienie w NASA…
Odnosząc się do IT.
Jak pisałem wyżej na studiach brakuje podejścia kierunkowego (specjalizacja… god please…) Zadaniem uczelni winno być wyszkolenie w węższym zakresie i darowanie sobie całkowicie zbędnych rzeczy! Ja rozumiem że mając np. 19 lat nie do końca można wiedzieć co się chce robić w życiu i że pierwszy rok może być bardziej ogólny żeby się przekonać co jest dla mnie ciekawsze, co mi łatwiej przychodzi. Ale to niech potem pojawia się zestaw przedmiotów które mają SENS!

To czego mi brakuje w tych fabrykach-szkołach:

  • podejścia specjalistycznego – nie ma ludzi „od wszystkiego” w wieku 22 lat (programista, grafik, sieciowiec, a może kierownik IT – nie wszystko na raz i „po łebkach” tylko jedno i konkretnie.
  • pracy w zespołach, wspólnych projektów, rozmowa z ludźmi to często 90% sukcesu (w pracy, w projekcie, w planowaniu)
  • podstaw metodyk (ITIL, scrum, agile, Prince 2)
  • profesjonalnego podejścia do języka angielskiego
  • nastawienia zarówno na znane technologie jak i wspomnienie o ciekawych niszowych
  • podstaw nauki zarządzania zespołem, projektami
  • zdania przynajmniej 1-2 certyfikatów podczas okresu studiów
  • nastawienia że każdy student winien coś osiągnąć, coś co będzie mógł zamieścić w CV
  • nauki z zaliczeniem jak napisać swoje CV (serio)
  • prezentacje i wystąpienia publiczne
  • pisanie (dokumentacja, maile, notatki, listy to do) – serio ludzie mają problem ze skleceniem 5 zdań z sensem ;)

Gad demyt! Kto zaryzykuje i zatrudni kogoś kto ma „papier” ? mała firma z Zadupiewa? 5 lat studiów i serwis osiedlowy jako szczyt marzeń?

blank

To co dalej?

Rozwaga, rozmowa, czytanie i obserwacja.

Nie twierdzę żeby rzucać studia i grać na kompie :) Ale z drugiej strony nie zawsze jest sens tracić 3-5 lat na coś co po zdrowej ocenie okaże się totalną bzdurą. Ja zostałem nindżą i olałem studia (po jakiś 5 podejściach w różnym czasie). Z początku wybrałem drogę edukacji na własną rękę połączoną z dużą dawką ryzyka a mianowicie posiadając spore doświadczenie w desktopach założyłem małą firmę pomagającą innym małym firmom w problemach informatycznych. Krótko potem uruchomiłem proces szkoleń z EFS (głównie Microsoft oraz szkolenia interpersonalne) a po 2 latach miałem ich na koncie blisko dwadzieścia. Teraz po zdaniu kilku certyfikatów, po kolejnych szkoleniach i latach doświadczeń widzę iż była to dobra decyzja. Poszedłem w stronę konkretnej praktycznej wiedzy jednocześnie zarabiając i zbierając cenne doświadczania których żadna szkoła nie jest w stanie zapewnić. W ciągu tego czasu pięciokrotnie próbowałem „dla papierka” skończyć studia i za każdym razem kończyło się to podobnie…

„Mamo, ja się tu marnuje…”

Po prostu nie miałem zdrowia siedzieć całymi dniami (w weekendy) i słuchać o rzeczach o których albo wiedziałem już 5 lat temu albo o tych które nie są potrzebne w moim zawodzie. Wolałem po prostu ten czas i pieniądze poświęcić na co innego. Przyjąłem zasadę żeby robić większe szkolenie minimum raz na kwartał i stale starać się chłonąć zewsząd (książki, blogi, artykuły).

To jeden z pomysłów dla Ciebie – przyszłego IT Guru :) Jeśli już coś umiesz – stań się ekspertem w tym! Przemyśl swoją karierę, porozmawiaj z ludźmi którzy pracują w zawodzie lub (co lepsze) na stanowiskach które sobie obmyśliłeś jako docelowe. Studia niewiele Ci dadzą jeśli już masz jakiś pomysł i wiedzę a prędzej zmarnujesz tam czas, który można zainwestować w zbieranie sieci kontaktów, doświadczenie, pracę.

„Rather than go to school and become what you’ve studied, I encourage you to find your success by focusing on your asset column.”
- Robert Kiyosaki

 

Jeśli nie do końca jesteś pewien kim w IT chcesz zostać albo masz wiedzę „podstawową” – śmiało idź na studia. Skończ je lub jeśli się okaże, że np. programowanie przychodzi Ci banalnie a zakres zajęć nie wyczerpuje tego co chcesz wiedzieć – nie bój się rzucić ich i zainwestować porządnie w siebie.

blank

PS:
Żeby mieć pełen obraz w temacie poruszę jeszcze jedną kwestię. Głupota i niechciejstwo. Niestety nie znajduje innego wytłumaczenia dla tego. Spójrzcie na dowolne ogłoszenie o pracę w urzędzie (mówimy o IT) – tak wiem, nie jest to może praca marzeń dla każdego ale znam kilka osób które są zadowolone i jest to droga którą na pewno warto rozważyć. Niestety wymogiem formalnym do ubiegania sie o każde stanowisko IT w urzędach i ministerstwach jest … papier, czyli dyplom ukończenia uczelni wyższej.
O, zgrozo!
Widziałem nawet ogłoszenia na stanowisko „młodszego specjalisty IT” gdzie ważniejsze było skończenie jakiejkolwiek (sic!) uczelni niż jakiekolwiek umiejętności i doświadczenie informatyczne. I sytuacja autentyczna:

- Nie przyjmiemy Pana bo nie spełnia Pan wymogów formalnych
- Przecież mam 5 lat doświadczenia na takim stanowisku, 10 kursów autoryzowanych, 2 certyfikaty, płynny angielski …
- Ale w wymogach jest wyraźnie napisane – wyższe wykształcenie, a Pan go nie ma
- czy chce Pani powiedzieć że mógłbym nic nie potrafić i skończyć np. turystykę i rekreację i wówczas byłbym lepszym kandydatem?
- Taki jest wymóg formalny proszę Pana – nie mogę przyjąć Pańskiej aplikacji

(obrazek jak w Anime – nogi w górze, czerwona twarz…)

A wystarczyłoby przyjąć zasadę (być może potrzebna byłaby drobna korekta przepisów) że wyższe wykształcenie jest wymienne na np trzy lata doświadczenia na takim samym stanowisku. Jest to praktyka stosowana z powodzeniem w wielu krajach. Wystarczy przejrzeć kilka ogłoszeń zagranicznych na popularnych serwisach.
To daje jasny komunikat: Nie poszedłeś na studia, ale ktoś zaufał Tobie i Twoim umiejętnościom i Cię zatrudnił. Skoro przez trzy lub pięć (lub 10) lat świetnie spełniałeś swoje obowiązki to była to dobra decyzja i my to honorujemy.

Udostępnij --->Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on Google+Email this to someone
  • Gówno!
    PS. Jak już będziesz znanym blogierem, to będziesz mógł napisać notkę o tym jaki był Twój pierwszy komentarz na blogu ;)

    • Adam Ryszard Banasiewicz

      Zostawię ten komentarz na pamiątkę :)
      Sławnym Blogerę – oł jea!

    • Michał Adam Wołodko

      a jak sie tu daje lajki do komentarzy :D

      • Adam Ryszard Banasiewicz

        tego nikt nie wie… ale możesz napisać że Ci się podoba (albo nie)

  • Bartłomiej Wróbel

    To takie komentarze się kasuje :-P

    A tak w ogóle to tl;td…

    No dobra, żart.

    Gros rzeczy o których piszesz to prawda. Osobiście bym jednak nie generalizował, że całe studia zawsze takie są. Mogę wskazać przykłady, że studia dały dobre zatrudnienie i to w „zawodzie”.

    Właśnie! W ogóle coraz ciężej w dziejach czasach mówić o zawodach. Często trzeba mieć po prostu zestaw konkretnych umiejętności i wiedzy a nie być kimś w jakimś zawodzie. I dlatego szkolnictwo wyższe powinno być modułowe. Powinno uczyć się konkretnych rzeczy w ramach konkretnych kursów, które można dość swobodnie dobrać.

    • Adam Ryszard Banasiewicz

      Jasne, że znajdzie się i sto osób które dostanie pracę po szkole IT (lub innej, choć na IT się chciałem skupić) Masz race, że szkolnictwo od podstawówki powinno być przebudowane z pamięciowego kucia na naukę totalnie innych umiejętności. A idea ‚braku ścisłych zawodów’ jest bardzo dobra – zakładamy szkołę, piszemy ustawę? :)

      • Rafał Oliszewski

        Ej, ale to wcale nie jest taki zły pomysł. Zrobić kuźnię rzemieślników
        IT. Renomę można zrobić sobie wchłaniając ludzi, którzy chcą i mało
        wiedzą, a wypuszczając specjalistów IT. Na rynku (niepaństwowym) może
        mieć to przełożenie :-)

        • Adam Ryszard Banasiewicz

          wchodzę w to! :)