Tatuaż w Pracy

Tatuaż w Pracy

„Praca to dobro tworzone rękami człowieka. Jakie znaczenie ma iż te ręce są wytatuowane? Pracodawco – oceń kompetencje, a nie wygląd” – Taki swoisty manifest znajduje się na Fanpejdżu „Tatuaż w Pracy” którego ideą jest promowanie zdrowego podejścia do pracujących osób mających tatuaże i próbie uświadomienia i pokazania iż można spokojnie połączyć te dwie sprawy.

Zarówno w prasie drukowanej jak i elektronicznej kilka razy spotkałem się z próbą podejścia do tematu. Niestety począwszy od obśmiewanego wielokrotnie na wspomnianym FP programu w znanej trzyliterowej stacji poprzez portale z kliknjusami* aż do (wydawać by się mogło) portali piszących konkretnie i na temat – nigdzie nie natrafiłem na rzeczowe podejście do sprawy. Także teraz, na gołe klaty, jedziemy z koksem.

 

Od ogółu…

Dla osób które nigdy nie spotkały się z tą sytuacją i zadają sobie pytanie „WTF?” krótkie wyjaśnienie. Obecnie w Polsce w niektórych firmach, urzędach, na niektórych stanowiskach z bliżej nieokreślonym prawdopodobieństwem można spotkać osoby, które na widok kolegów, współpracowników, klientów bądź też przyszłych kolegów i koleżanek z pracy posiadających tatuaż (niezależnie od wielkości i umiejscowienia) uruchamiają w sobie zespół cech „NIE, BO NIE”

Może objawiać się to:

  • patrzeniem na tatuaż bądź też osobę o której wiadomo iż taki posiada i podszeptywanie czego pod nosem (może zaklęcia ochronne…)
  • ignorowanie (bo może to narkoman)
  • unikanie (bo może siedział w więzieniu i mnie okradnie)
  • zmianą decyzji o potencjalnym zatrudnieniu (j.w.)
  • w przypadku zrobienia / ujawnienia tatuażu w trakcie pracy – doprowadzeniem do wypowiedzenia umowy
  • nakazem ukrywania, zaklejania plastrem (sic!)
  • przeniesieniem do innego działu, budynku, piętra (często mniej „reprezentacyjnego”)
  • ogólnym, nieprzyjemnym traktowaniu w pracy

Ja wiem, że to może wydawać się śmieszne lub chore, ale takie sytuacje dzieją się naprawdę. Przeczytałem wiele historii umieszczonych na wspomnianym FP oraz sam mam kilka doświadczeń z moimi tatuażami – uwierzcie mi pod tym względem mamy w kraju XIX wiek…

 

Skąd ta paranoja?

Może z „naszego” usposobienia? Mam wrażenie, że „Stefan – typowy polak” to typ trochę z zasady na „NIE” wobec tego co inne niż jego podwórko. Jeśli taki Stefan (przepraszam wszystkich Stefanów, którzy są w porządku!) np. ma audi to bmw są chu*owe, jeśli nosi najki to inne buty są słabe, jeśli nie ma dziary to Ci co mają są pojechani… Brakuje ELEMENTARNEJ tolerancji (trudne słowo) A wystarczyłoby żeby Stefan wykonał prostą kalkulację w swojej zapracowanej główce:

Jeśli coś jest inne niż „moje podwórko” to: Czy to coś mi nakazuje i zmusza mnie do czegoś? Czy to coś zagraża mojemu życiu i zdrowiu? Jeśli nie, to dlatego że jestem człowiekiem to akceptuję że coś/ ktoś ma inaczej urządzone „swoje podwórko”

Tak najprościej jak to się tylko da. Nie chcesz, aby ktoś dowiedziawszy się że lubisz jeść pomarańcze zaczął Cię wyzywać od gorszych ludzi nie zasługujących na powietrze to nie rób tego jeśli dowiesz się, że ktoś nie lubi jabłek :)

Jak już wiemy z tą elementarną akceptacją „innych podwórek” jest trochę na bakier. Jeśli gdzieś za młodu zostało to zaszczepione albo nie przypilnowane to potem w pracy jest podobnie.

- Stefan, jako ojciec sukcesu tego projektu możesz wytypować osobę która wykazała się jakoś szczególniej z Twojego zespołu. Weźmiemy Twoją opinię pod uwagę przy ocenach i premiach rocznych a dodatkowo osoba ta, będzie mogła wziąć udział w nieformalnym spotkaniu z klientem – wiesz najpierw obiad potem paintball. Podobno Michał dobrze wyczuł klienta i zaproponował ofertę poszerzoną o kilka opcji na których dodatkowo zarobiliśmy?

- Cóż, Michał faktycznie jest niezły i udało mu się tym razem, ale nie jestem przekonany co do tego wyróżnienia… Tam będą managerowie od naszego klienta, będzie nasz prezes. Na obiedzie to jeszcze wstydu nie będzie, ale potem na painballu, jak ktoś zobaczy że on ma obie ręce w tatuażach

 

Od strony Pracodawcy

Pracodawcy, dla których osoby z tatuażami są „gorsze” mogą po prostu się bać. Bać o to „co klient sobie pomyśli” czy przypadkiem nie stracimy pieniędzy jak klient się dowie… A jak wiadomo widmo utraty zysku często przysłania logiczne myślenie i jeśli ktoś nie miał tej sprawy przemyślanej to posłucha podpowiedzi Stefana lub jakiegoś stworenia na ramieniu i uniknie takiej osoby lub pozbędzie się jej z firmy.

A co wystarczyłoby zrobić? Oczywiście pomyśleć racjonalnie :)
Od kiedy to miarą wydajności i umiejętności jest to czy kobieta ma kolczyki czy nie? Od kiedy to pracownik jest oceniany za kolor swetra w jakim chodzi? Kto słyszał żeby kogoś usunięto z pracy za to że miał blond włosy?

Pracodawco / rekruterze!
Zapewne znasz sposoby jak przekonać się, czy dana osoba sprawdzi się na stanowisku. Popatrz na kursy, języki, certyfikaty, uprawnienia państwowe oraz samo doświadczenie zawodowe zdobyte na rynku pracy. Niech to przemówi o szansie na zatrudnienie o awansie nie zaś archaiczne, zabobonne przeświadczenia iż tatuaż = złodziej, narkoman, wyrzutek, nieuk, obibok etc.

 

Jeśli w firmie panuje ścisły dress code i kluczowe jest aby wyglądać w określony sposób to pracodawco – zaklinam Cię – przedstaw to już jasno na początku rozmowy kwalifikacyjnej, niech potem żadne z Was nie będzie zaskoczone i rozczarowane. Jeśli jest #dreskod to niech odnosi się do rzeczy, które się dzieją „w dzisiejszych czasach” – kolorowe włosy, piercing, bodmod, tunele, tatuaże (widoczne i nie). Jeśli nie ma takiego zbioru zasad to nie można mieć do nikogo potem pretensji. Jeśli nie ma takiego to może warto go stworzyć? (i napisać ze nie podważamy niczyich umiejętności ze względu na wygląd i pasje) Lakoniczne zdanie”schludny wygląd” niczemu nie służy i niczego nie wnosi.

 

Ale Panie? Co zrobić z takim delikwentem, przecież to brzydkie jest?

No cóż, jeśli faktycznie wydaje Ci się to brzydkie to trudno – córki nie przedstawiaj. Pamiętaj jednak że tu chodzi o pracę. Jeśli jest to ktoś kto jest świetnym specjalistą, który przynosi korzyść w Twojej organizacji, to powiedz tak na prawdę ultra szczerze – co to za różnica?
Jeśli przyjdzie na rozmowę ciemnoskóra kobieta świetnie znająca polski, angielski, francuski i spełniająca wymagania to też jej nie zatrudnisz? Bo domyślnie lubiany kolor nie zgadza się z „twoim podwórkiem”? Jeśli racjonalizacja nie skutkuje to ostatecznie po prostu nie patrz na tatuaże, nie myśl o nich jeśli Cie drażnią, panuj nad sobą (jesteś dorosły, prawda? Nad sikaniem panujesz?) Zrób rachunek zysków i strat – zwolnisz go/ ją bo „brzydkie dziary” – przecież zatrudnienie następcy zajmie 3 miesiące + przeszkolenie kolejne trzy – opłaca się dlatego że „nie lubisz jabłek” ?

Twoja rola jako przełożonego jest niezmiernie ważna. Może zdarzyć się iż Tobie będzie to obojętne czy ktoś ma tatuaż, nie zastanawiałeś sie nad tym, ale znajdzie się grupa pracowników 60+ którzy będą naciskać abyś zwolnił świetnego specjalistę BO PRZECIEŻ TO HEREZJA MIEĆ TATUAŻ.
Sprawa jest jak zwykle prosta – trzeba mieć jaja i spojrzenie Clinta Eastwooda. Wiesz, że to dobry pracownik więc jasno dajesz to zrozumienia że jego / jej tatuaże nie mają na to wpływu. Jeśli wpłynęło zażalenie, notatka słuzbowa to odpowiedz na nią rzeczowo i zakończ temat. Nie może dawaj powodów do domysłów czy jesteś na „tak” czy bardziej na „nie”. Jeśli to osobiste spotkanie to wysłuchaj zażalenia i użyj racjonalnej argumentacji jak w przyapdku pisemnej formy – dodaj spojrzenie Clinta tak, by jasne było że sprawa jest zamknięta.

 

Od strony Pracownika

„Wszyscy mówio” że o pracę ciężko, więc jak już ktoś zaprasza mnie na spotkanie to zrobię wszystko aby podpisać umowę (czytaj nie powiem że mam obie ręce w tatuażach) …NOT!

Oczekujesz szacunku, szczerości i kultury? Jeśli nikt nie spyta Cię o to a masz sporo tatuaży w widocznych miejscach to samemu spytaj, czy nie będą stanowić problemu. Dlaczego? Jeśli faktycznie jesteś dobry/ dobra to dorosły pracodawca weźmie Cię czy masz dziary czy nie. Natomiast jeśli trafisz przez wir czasoprzestrzenny do XIX w na rozmowę gdzie po drugiej stronie zobaczysz wybałuszone oczy i skrzywioną minę to przynajmniej oszczędzisz sobie późniejszego, codziennego stresu i nierównego traktowania.

Porozmawiaj. Jeśli zdarzy się sytuacja w której komuś „nagle” zacznie przeszkadzać Twoja wytatuowana ręka, noga, szyja i odczujesz to w widoczny sposób to porozmawiaj. Wszystko zależy od sytuacji naturalnie, ale nie spinaj się i nie biegaj z flagą „precz z wiekiem XIX, wolność dla tuszu” tylko rzeczowo podejdź do sprawy. Jeśli to przełożony i odczuwasz gorsze traktowanie (jak z dialogu powyżej) to ucieknij się do logiki, swoich osiągnięć, cech, zalet i uspokój że posiadanie tatuażu nic nie zmienia i nie ma wpływu na wyniki ani nie świadczy o Twoim rozchwianiu emocjonalnym.

W razie czego zasłoń. Cóż, jeśli to ostatnia linia obrony… to będzie oznaczało to tylko czasowe rozwiązanie i sygnał że sprawa powróci. Jeśli to jednorazowa wizyta u trudnego klienta to można to zrozumieć bo na etapie np. przedstawiania oferty nikt nie będzie walczył z klientem i jego uprzedzeniami. Ale jeśli to codzienna praca i dostałeś taką sugestię to znak, że nie będzie lepiej.

Naturalnie porozmawiaj, bo to podstawa. Spróbuj użyć argumentów jakie przedstawiłem powyżej a jeśli nie poskutkują to powiedz, że się zastosujesz od jutra (bo np. nie masz dziś odpowiedniej bluzy, swetra, koszuli itp – jeśli to prawda oczywiście) W domu natomiast czeka Cię rachunek sumienia. Czy będzie mi to przeszkadzać? Czy będę mógł sobie spojrzeć w oczy w lustrze? Czy nie mówiłem wkoło wszystkim że mają się nie poddawać presji przełożonego? Czy w razie czego mogę się zwolnić z tej pracy? Jeśli da się przeżyć w koszuli a praca jest wymarzona – zrób tak i po roku, albo przy okazji zmiany kierownictwa powróć do tematu. Jeśli to będzie kłuć Cię na co dzień – poszukaj innej pracy.

Zaklej plastrem…? Hmm… czytałem dwie historie dziewczyn z Warszawy (na FP Tatuaż w Pracy). Jedna z nich pracując w kinie otrzymała polecenie służbowe zaklejenia plastrem tatuażu na nadgarstku, druga z nich musiała swój bandażować przychodząc do pracy… ekstremalnie i nie do przyjęcia jak dla mnie. To już jest taka sytuacja, że ciężko może być racjonalnie rozmawiać. Można naturalnie i powinno się spróbować wyjaśnić o co chodzi – czy to klient złożył skargę, czy takie są „nowe regulacje” itp Najprawdopodobniej jednak zostanie się spuszczonym na drzewo, bo poziom absurdu samego polecenia jest wysoki. To zdecydowanie sygnał że czas szukać innej pracy.

 

Na koniec moja ulubiona grafika w temacie tatuaży i pracy – z przymrużeniem oka przedstawia sedno tej i poprzedniej notki :)

http://www.andrzejrysuje.pl/edukacja/blank

Powyższy komiks autorstwa http://andrzejrysuje.pl
Zdjęcie w nagłówku po lewej stronie: http://mccumberdaniels.wordpress.com
Zdjęcie w nagłówku po prawej stronie: http://prideandfate.tumblr.com

 

* kliknjusy – termin oznaczający zasadę tworzenia nagłówków skłaniających do kliknięcia w nadziei przeczytania czegoś ciekawego. Jednak po otwarciu strony okazuje się że albo artykuł jest o czym innym, albo tytuł wyczerpał temat i straciłeś bezpowrotnie 5 minut życia – nieważne co jest dalej liczy się tylko klik.

Udostępnij --->Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on Google+Email this to someone
  • Bartłomiej Wróbel

    Ciekawy temat, bo… mi w zasadzie całkiem obcy.
    Jutro wrócę się rozwinąć, bo teraz to już spać mi się chce :-P

  • Maciej

    Tatuaż posiadam, kierownictwo nic nie marudziło (narazie to tylko ręka od łokcia wzwyż, ale to się zmieni). Kiedy przyjeżdża klient to sam zakładam koszulę, nikt mi nie zwracał uwagi, ale wiem jacy są ludzie. W codziennej pracy, nie ma najmniejszego problemi.

    • I dobrze – gratuluję zdrowego podejścia w pracy.

  • SexiDalek

    Mam na razie jeden tatuaż na dekolcie, ale jeszcze nie pracuję. Mam nadzieję, że trafię na normalnego pracodawcę. Artykuł świetny (-: